Katastrofa

Katastrofa

Wszystkie dzieła w tej kolekcji
Przeglądaj
Opis


Katastrofa

KATARZYNA BOJARSKA


Władysław Strzemiński, Postać ludzka, z cyklu: Białoruś Zachodnia, 1939, © Ewa Sapka-Pawliczak & Muzeum Sztuki w Łodzi


Kiedy w 1922 roku ukazał się poemat T.S. Eliota Ziemia jałowa, uznano go za katastrofę dla literatury. Nic lepszego o wierszu prawdziwie nowoczesnym powiedzieć nie można. Jest tu wszystko, a właściwie prawie wszystko, co określa nowoczesność w sposób nowoczesny. Świat jawi się jako mozaika sklejonych przypadkowo i szokujących fragmentów, zupełnie jak w kolażach Kurta Schwittersa czy Janusza Marii Brzeskiego. To świat, który w każdej chwili może rozpaść się na niezliczone kawałki i nigdy nie skleić na powrót.

Podobnie rzecz ma się z ciałem, które, choć zdrowe i żywe, stanowi tylko zapowiedź rozpadu. To figura na granicy abstrakcji, co tak doskonale uchwycił Władysław Strzemiński w chybotliwych obrysach sylwetek. Ciało doświadczone katastrofą to ciało „przebodźcowane” hukiem nowoczesnego miasta, fabryki albo wojny: ogłuszone i oniemiałe, wydomowione i deportowane. To pozbawiona indywidualnego rysu postać wciśnięta w masę, marna i poraniona. Katastrofa zostawia za sobą stosy martwych ciał albo sprawia, że ulatniają się bez śladu. Inny wielki poeta nowoczesnej katastrofy, Paul Celan, stworzył obraz grobów w powietrzu dla ciał absolutnie unicestwionych, uchodzących z dymem.

Katastrofa prowadzi do absolutnego kryzysu mimesis; stwarza rzeczywistość zbombardowaną, która domaga się powołania do życia nowych form wyrazu. Dotyka wszelkiej reprezentacji, ponieważ w swoim najgłębszym sensie dotyczy kryzysu doświadczania i refleksji nad nim, także samego przedstawiania historii jako opowieści o czasie i toczących się w nim wydarzeniach. Historia dotknięta katastrofą zapisuje się od uderzenia do uderzenia, nie sposób jej odtworzyć czy opowiedzieć, zamknąć w spójnej, linearnej, znaczącej formie. Szok, jak pisał Walter Benjamin w eseju o Charles’u Baudelairze, staje się normą. Szok jest zatem reakcją na świat i reakcją na sztukę.

Katastrofa to pokawałkowanie czasu, a przede wszystkim ustanowienie wszechorganizującej cezury, która dzieli dzieje na te sprzed katastrofy i te, które nastąpiły po niej. To, co przed, nosi znamiona apokaliptycznego przeczucia; to, co po — życia jako przeżycia, stanu, w którym wszystko uległo odpodobnieniu, życia trwającego zaledwie w krajobrazie ruin. Życie w świecie po katastrofie rządzi się logiką ocalenia. Ocalały tkwi niczym niedobita resztka, pozostałość, która ostała się przypadkiem, w sposób niezrozumiały, a nawet absurdalny. Katastrofa przybywa bez uzasadnienia i niespodziewanie. Nie można się na nią przygotować i nie sposób jej uniknąć, choć się ją bezustannie przeczuwa.

Katastrofa ma skalę nieludzką, paraliżującą. Trudno nazwać upadek z konia katastrofą, ale z pewnością będzie nią już wykolejenie się pociągu. Dlatego to właśnie katastrofy kolejowe i doświadczenie okopów i wojny światowej, pierwszej wielkiej nowoczesnej katastrofy godnej tego miana, skłoniły psychiatrów do wprowadzenia do języka terapii kategorii traumy — szczególnego urazu, który rozbija organizację psychiczną, załamuje obraz świata i podporządkowuje sobie wszelkie percepcje i wrażenia. Po doświadczeniu katastrofy nie wraca się szybko do siebie, czyli do tak zwanej normalności. Rozpadowi ulegają nie tylko światy indywidualne, ale i struktura relacji międzyludzkich. Jak w Zakochanych Andrzeja Wróblewskiego czy Umarłej klasie Tadeusza Kantora umarli grzebią żywych albo chodzą z nimi pod rękę. Siła rażenia katastrofy jest tak wielka, że dotyka wszystkich przejawów życia i aktywności. Katastrofa wiąże się z doświadczeniem dojmującej, bezmyślnej przemocy, która przychodzi znikąd i donikąd zmierza. Poczucie klęski i przeczucie zagłady organizują świat, w którym każdy przejaw życia tli się niewyraźnie w stosie potłuczonych obrazów, drzewa nie dają cienia, a psy wykopują zwłoki.